82 poziom zaufania. Wygląda to bardziej na depresję niż dystymię (obie choroby wchodzą w zakres zaburzeń nastroju). Proszę skonsultować się z psychologiem/ psychoterapeutą i podjąć z nim współpracę. Pozdrawiam. redakcja abczdrowie Odpowiedź udzielona automatycznie. Mam niemal 40 lat i nadal nie wiem kim jestem, zawodowo oczywiście.
A ja nie dam już dzisiaj rady. Mam milion pomysłów i chowam każdy do szufladki, bo i tak nie będę mieć siły. Tak, jasne, wiem, że powinnam chwytać życie za nogi, kuć żelazo póki gorące, nie spać po nocach, tylko realizować pomysły. Kiedy, jeśli nie teraz! Tyle mówię o planach, a w końcu nic nie wyjdzie. Jak zwykle. Przeze
Co robić ? Przez tą kobiete nie mam już siły żyć ;/ Mam problem z jedną nauczycielką. Uwzieła się na mnie na samym początku szkoły.-ciągle mnie wyzywa przy całej klasie analfabeta,debil itd - padają też teksty typu "nie zdasz na drugi rok klasa bedzie mniejsza" - ciągle każe mi robić najgorsze zadania i potem mnie wyzywa i się głupio cieszy - raz kazała mi czytać dialog
I tak dodatkowo latanie od sklepu do sklepu, bo niestety wszystkiego nie kupię w jednym miejscu. I pretensje, że jeszcze nie otrzymała paczki, a wszystko, co dostarczamy przechodzi kilkugodzinną kwarantannę. Nie mam już siły, nadal bez toksyny, leki nie działają szyja w jedną stronę druga połowa ciała w drugą, wygięta w s.
To są już tak absurdalne sytuacje, że już nie mam siły" — napisała Joanna Opozda, wyraźnie zmęczona przedłużającym się remontem. Joanna Opozda nie puści syna do żłobka Pośród pytań od fanów nie mogło oczywiście zabraknąć tematu Vincenta. "Planuje pani dać syna do żłobka?" — zapytała jedna z osób.
44 poziom zaufania. Witam Pani Agnieszko. Ból i rozpacz, które teraz Pani przeżywa to uczucia całkowicie zrozumiałe w Pani sytuacji. Utrata dziecka jest zaprzeczeniem sensowności tego świata, a jednak część kobiet ma ogromne nieszczęście tego doświadczyć.
Nie mam już siły by żyć? Mam 15lat, ok.170cm wzrostu, jestem dziewczyną. Ważę ok. 63kg. Od początku roku szkolnego próbuję sie odchudzać.
„Była cudowna i wspierała mnie, jak tylko mogła, ale nie popierała moich życiowych decyzji. Że rzuciłam studia, żeby urodzić dziecko. Że tak łatwo zaakceptowałam fakt, iż biologiczny ojciec Mai postanowił nas zostawić. Że nie byłam zainteresowana znalezieniem nowego tatusia dla swojego dziecka i że nie byłam konsekwentna w ściąganiu alimentów”.
A nie mogę zawieść mej mamy mamy i bliskich A prawda jest taka, że nie mam już siły Więc piszę te wersy, jak list samobójczy Miałaś być moim szczęściem, lecz kurwa nie jesteś Więc możesz patrzeć Jak wrzucam kolorowe pixy do puszki Nigdy nie biorę na pokaz Nie biorę na pokaz Ja biorę, bo nie mogę ustać na nogach
25 stycznia 2010 roku, godz. 21:28 66,5°C Tekst dnia 17 czerwca 2011 roku. Boże, daj mi cierpliwość, bym pogodził się z tym, czego zmienić nie jestem w stanie. Daj mi siłę, bym zmieniał to co zmienić mogę. I daj mi mądrość, bym odróżnił jedno od drugiego. mądrość cierpliwość. Następny tekst.
RHj0o. Forum: Noworodek, niemowlę miesiecznego Jasia cieszę się że go mam ale nieraz mam go dosyć i dziś znowu jest ten dzień cały czas chce być noszony na rękach i jeszcze przy tym trzeba stać nie siedzieć nie mogę nigdzie wyjść bo w wózku nie chce leżeć mąż pracuje do 18 więc siedzę sama w domu jak kołek nie mam nawet koleżanek bo 5 miesięcy temu dopiero się tu sprowadziłam Boże dzisiaj z tego wszystkiego jak zaczął płakać i nie chcaiał się uspokoić ani spać to go kilka razy potrząsłam i uderzyłam nie chciałam tego sama niewiem j co robię a dobija mnie jeszcze to że jak teściowa przyjdzie i weźmie go na ręcei z nim siedzi to u niej chce może pomyślicie że go rozpuściłam ale jak był mały i płakał to miałam nie wźiąść go na ręce?? domyślam sie że mnie wszystkie przeklniecie ale ja naprawdę nie chciałam tego zrobić poprostu nie wytrzymałam
Alexandra, 16 years old, Poland. I DON'T PROMOTE SELF-HARMING! I JUST EXPRESS MY FEELINGS. PLEASE, DON'T START DOING THIS SHIT. CUTTING IS NOT A JOKE! -severve depression -social phobia -anxiety disorder -antisocial -eating disorder -addicted to cutting -suicidal and total self-hate :) Let me die....
Nie mówcie, że to nie ma sensu, że to ponad nasze siły — powiedział podczas homilii w Inowrocławiu prymas Polski abp Wojciech Polak. Wskazał, że "trzeba mieć odwagę spojrzeć w twarz". Mszą św. pod przewodnictwem abpa Polaka rozpoczęły się w Inowrocławiu uroczystości Bożego Ciała. Po eucharystii z ulicami miasta wyruszy procesja. Abp Polak w Inowrocławiu "Wyjedziemy dziś, już za chwilę, z Eucharystią na ulice naszego miasta. Wyjdziemy z Panem Jezusem w dłoniach i w sercu. Wyjdziemy, bo przecież dziś Boże Ciało. Procesja z Najświętszym Sakramentem jest wyrazem naszej wiary. Ale jeśli nieco dziś lepiej może zrozumieliśmy prawdziwy sens tego łamanego i dzielonego Chleba, Eucharystii, i my, jak Dwunastu, musimy usłyszeć również Chrystusowe zaproszenie, wezwanie: wy dajcie im jeść" - mówił w homilii prymas Polski. Dodał, że nie wolno mówić, że "to nie ma sensu, że to ponad nasze siły", a także "że już przecież tyle razy próbowaliśmy i nic z tego nie wyszyło". "Trzeba mieć odwagę spojrzeć w twarz. Nie odwrócić oczu. Nie zdezerterować. Nie uciec. Nie odrzucić i obojętnie zostawić. Nawet jeśli wciąż powtarzamy, że przecież tak niewiele możemy pomóc, że mamy mało i że nie jesteśmy tego w stanie uczynić, pamiętajmy, nie jesteśmy nigdy sami. Jest przecież Ten, który bierze to, co mamy z naszych rąk, jak kiedyś wziął chleb i ryby z rąk zdziwionych i zaskoczonych uczniów, błogosławi, łamie i innym rozdaje" - powiedział w homilii podczas mszy świętej abp Polak. Źródło: PAP / kb Tworzymy dla Ciebie Tu możesz nas wesprzeć.
Tyle mamy okazji do wątpienia. Wystarczy, że coś złego się stanie w Kościele, a już słychać głosy, że w takim razie widocznie Boga nie ma. Czyż istnienie Stwórcy zależy od tego, jak zachowują się ludzie? Gdy Jan usłyszał w więzieniu o czynach Chrystusa, posłał swoich uczniów z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Jezus im odpowiedział: Idźcie i oznajmijcie Janowi to, co słyszycie i na co patrzycie: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia, głusi słyszą, umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi (Mt 11,2–6). Czy Ty jesteś tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? Nie, na nikogo innego nie ma już po co czekać. Nikt się nie zjawi większy od Syna Bożego; ani nawet On sam nie przyjdzie widzialnie wcześniej niż na sąd, czyli na swój triumf, a nasze ostateczne zbawienie. Mamy Jego; i to nam wystarcza, aż z nadmiarem. Więc gdyby nam mówiono: „Oto tu jest, oto tam – zjawił się nowy zbawiciel, cuda robi, takich jeszcze nie było” – nie ma sensu najmować autokaru. Biedne byłoby serce, któremu Jezus nie wystarcza jako miłość nad miłościami, miłość porządkująca wszystkie inne miłości i nawet jeszcze dodająca im siły i blasku, wierności i głębi. Ale wielu pyta: Co nam z tego, skoro Go nie widać? Otóż Boże metody są inne. Dał nam trzy lata swojej obecności na ziemi, i wtedy rzeczywiście było Go widać i słychać całkiem dosłownie; cuda się działy, ślepi widzieli, niemi mówili, kalecy wstawali na nogi… Ale i wtedy do tego stopnia nie wszystkich przekonał, że skończyło się ukrzyżowaniem. Zresztą już od początku nas uprzedzał, że Królestwo Boże jest w nas (Łk 17,21), w naszych sercach, a nie w ziemskich granicach; i nie z paszportem się do niego wchodzi, ale z wiarą. Błogosławiony, kto nie zwątpi. Po zmartwychwstaniu też nie spełnił marzeń Apostołów o widzialnym królestwie, chociaż Mu o tym delikatnie przypomnieli; ale ich rozesłał szerzyć niewidzialne królestwo Łaski. A Łaski się nie da podliczyć, wymierzyć, ująć w statystyki. Nawet udowodnić naukowo też się nie da; a ona jest i działa, i to bardziej jeszcze jest, i bardziej jeszcze działa, niż to wszystko, co widzialne, wymierzalne i policzalne. Błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi. Bo rozraduje się, skacząc i wykrzykując z uciechy. A tyle mamy okazji do wątpienia. Wystarczy, że coś złego się stanie w Kościele, a już słychać głosy, że w takim razie widocznie Boga nie ma. Czyż istnienie Stwórcy zależy od tego, jak zachowują się ludzie? Albo wystarczy, że komuś przejdzie uczuciowa ochota do modlitwy, a już żyje tak, jakby modlić się nie było do Kogo. A św. Jakub mówi nam: Trwajcie cierpliwie. Izajasz, szerzej: Pokrzepcie ręce osłabłe, wzmocnijcie kolana omdlałe, powiedzcie małodusznym: Odwagi! (Iz 35,3n) Bo Bóg nie zmienia swojej istoty, ani prawo Boże swojej treści, tylko dlatego, że my mamy – przejściowo – problem. Nasz problem jest nasz, jak przybrudzone okulary; błogosławiony, kto nie weźmie przyćmionego obrazu za rzeczywistość. Błogosławiony, kto nie zwątpi w trudnej chwili: a jakaż by to była miłość, dochowywać wiary tylko w chwilach łatwych? Błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi. Bo rozraduje się, skacząc i wykrzykując z uciechy. Bóg wiary dochowuje na wieki, a my się wciąż niecierpliwimy, że On swoich obietnic nie spełnia od razu. Ale przecież plon ziemi też nie nadaje się do zżęcia zaraz po zasianiu. Ma swoje problemy i troski okres siewu, a nagrodę przynoszą dopiero żniwa. Więc: Trwajcie cierpliwie; i: bez skarg wzajemnych. Bez szukania winnych. „Gdyby nie ten czy tamten, to ja bym wierzył, ale tak?” Równie dobrze można powiedzieć, że gdyby nie ten czy tamten, to Bóg by istniał, ale tylko wtedy… Może za mało wkładamy sensu w słowo „wierzyć”. Ono przecież nie oznacza po prostu jakiejś ludzkiej postawy wobec rzeczywistości czy otoczenia; ono oznacza zgodę na kontakt z Bogiem. Czy to Ty jesteś, Ten, który mnie stworzył i który mnie prowadzi do swojego królestwa? Czy to Ty jesteś, Ten, do którego moje serce tęskni, a Ty wiesz o tym i całą swoją wszechmoc i miłość wkładasz w to, żeby Twoje stworzenie dojrzało do odpowiedzi na Twoją miłość? Ilu jest ludzi, tyle różnych dróg tego dojrzewania, a na każdej Ty sam nas szukasz, zanim byśmy jeszcze odpowiedzieli Ci choć słowem. Ilu jest ludzi, tyle różnych punktów startu do drogi, a niektóre z naszego punktu widzenia mogą być straszne, ale Ty i na takich stajesz, jak żebrak z wyciągniętą ręką: ze swoją prośbą o kontakt, o zawierzenie. Ilu jest ludzi, tyle różnych cierpień, ale tyle też różnych radości. Odwagi. Nam wszystkim zdarzają się cierpienia takie, z którymi trzeba walczyć, ale też i takie, do których się wystarczy uśmiechnąć. A Jan Chrzciciel, choć przysłał takie pytanie, wiedział już i wcześniej: to On; i On ma wzrastać, a ja mam maleć (J 3,30). Nie w tym sensie, żeby Syn Boży mógł jeszcze wzrosnąć, a moje ja mogło jeszcze bardziej zmaleć, niż już jest. Ale w tym, że trzeba coraz lepiej widzieć Jego cudowną wielkość, a swoją własną małość; i to wyzwala. Trzeba je uznać, zaakceptować, a nawet pokochać, i wtedy można stanąć przed Nim w prawdzie, bez szkieł ochronnych i masek, oko w oko i uśmiech w uśmiech. Duch Pański stale głosi dobrą nowinę ubogim, a jedna z najlepszych nowin to ta właśnie, że jesteśmy ubodzy. I że Bóg nas ukochał właśnie w tym naszym ubóstwie. Nie pozbywajmy się go, szukając sztucznej wielkości, mierząc się i porównując z innymi. Ubogim głoszona jest Ewangelia; bogatym też, ale przechodzi im mimo uszu, tak są zajęci swoim bogactwem, wszystko jedno, walutowym czy duchowym. I cóż z tego, że nie umiem się modlić, że mi nie wychodzi, że moją modlitwę zasnuwają wszelkie możliwe rozproszenia jak gęsty smog? Niby co ja jestem takiego, żebym się miała modlić pięknie? Jeżeli prawdą o mnie jest słabość, to słabość moją Mu ofiaruję; zawsze lepsza na ofiarę Bogu prawda niż maska. Jeżeli On ma wzrastać, a ja maleć, to wystarczy mi Jego chwała, bo jest ważniejsza od mojej – nieskończenie ważniejsza! Byleś Ty, Panie, był uwielbiony, to już nie będzie takie ważne, co dalej będzie; ani co o mnie ludzie myślą, dobrze czy źle – za dobrze czy zbyt źle – zresztą, kto to wymierzy! – ani nawet co ja sama o sobie wiem – nie załamię się pod tym, bo to nieważne. Byleś Ty był uwielbiony. Amen. Fragment pochodzi z książki „Po śladach Niewidzialnego”